• Wpisów:247
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:279 dni temu
  • Licznik odwiedzin:31 468 / 1140 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tropical Fruit jest świecą wycofaną zarówno w Europie jak i w USA. Niedawno udało mi się znaleźć sampler i miałam nadzieję na cudowny, egzotyczny zapach owoców. Co z tego wyszło?





Tropical Fruit jest opisany przez producenta jako „Soczysty, słoneczny mix słodkich, świeżo zebranych mango i bananów z dodatkiem jaśminu.”. Jako wielbicielka wszystkich trzech składników, byłam wniebowzięta na samą myśl o tej świecy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Tropical Fruit pachnie po prostu jakąś bliżej nieokreśloną mieszanką owoców, która mimo dodatku jaśminu straciła gdzieś całą wyrazistość. Dodatkowo, jest tutaj obecny ten specyficzny owocowy kwasek, jak np. w Wild Fig czy Mango Peach Salsa, którego tak bardzo nie lubię i psuje dla mnie odbiór całej świecy.

Dużym minusem świecy jest również intensywność zapachu, której praktycznie nie ma. Zdaję sobie sprawę z tego, że częściowo jest to spowodowane tym, że sampler który dostałam nie jest pierwszej świeżości, ale stopiłam go całego naraz i wciąż praktycznie nic nie czułam, podczas gdy inne, wyprodukowane w podobnym czasie miały normalną moc przy stopieniu 1/3 objętości. Po sprawdzeniu opinii w internecie zauważyłam, że prawie każdy narzekał na znikomą intensywność tej świecy, w dowolnej formie.

Najmocniejszą stroną Tropical Fruit zdecydowanie jest wygląd. Koralowo-różowy kolor wosku wspaniale współgra z obrazkiem na etykiecie – mieszanką egzotycznych owoców w przeróżnych kolorach. Nie ukrywam, że był to główny powód dla którego kupiłam ten sampler – przykuł moją uwagę w gąszczu innych, równie starych i niedostępnych zapachów. Uważam jednak, że nie do końca było warto.


Ocena: 5/10
 

 
Wiosenna kolekcja zapowiada się w tym roku wyjątkowo uroczo!




Rainbow Cookies

Nuty głowy: Słodka pomarańcza, kremowa brzoskwinia
Nuty serca: Marakuja, bita śmietana
Baza: Kokos, lukier waniliowy

W ogóle nie byłam zaintrygowana tym zapachem, jednak teraz, kiedy przeczytałam nuty zapachowe... Muszę przyznać, że może okazać się niesamowity! Nie przypominam sobie, żebym próbowała zapachu będącego mieszanką owoców i kremowych, waniliowych nut.



A Calm & Quiet Place

Nuty głowy: Liście drzewa mandarynkowego
Nuty serca: Jaśmin, drewno cedrowe
Baza: Paczula, drzewo sandałowe, bursztyn, piżmo

Ten zapach składa się po prostu z ładnych, perfumowych nut. Uzupełnione o mój ukochany jaśmin, może okazać się prawdziwym hitem! Jestem tylko ciekawa, jak pachną mandarynkowe liście...



Sweet Nothings

Nuty głowy: Cyklamen
Nuty serca: Kwiat lotosu
Baza: Wanilia, pudrowe piżmo, bursztyn

Cóż, miałam w swoim życiu parę cyklamenów, ale nigdy nie zwróciłam uwagi na wydzielany przez nie zapach, to też aromat tej świecy jest dla mnie zagadką!



Sun-Drenched Apricot Rose

Nuty głowy: Oblane słońcem morele, kwiat nektarynki
Nuty serca: Róża w kolorze moreli, płatki gardenii
Baza: Delikatne piżmo i lekki puder

Opis tych nut działa na wyobraźnię! Nie jestem jednak fanką róż ani gardenii, także nie spodziewam się zostać wielbicielką tego zapachu.


Na który zapach Wy czekacie najbardziej?
 

 
Lilac Blossoms to zapach, którego nie można już dostać w regularnej sprzedaży – został wycofany jakiś czas temu. Można jednak spotkać go jeszcze w niektórych sklepach. A jako, że uwielbiam bez, nie mogłam przejść obok tej świecy obojętnie!




Czym pachnie Lilac Blossoms? Cóż, po prostu bzem! Nie ma tu żadnych rewelacji, jest po prostu zapach tej cudownej rośliny. Jest to bardzo realistyczy aromat, nie do porównania z tanimi, drogeryjnymi świecami. Mam wrażenie, jak gdybym faktycznie trzymała nos w bukiecie tych kwiatów. Trudno mi cokolwiek więcej napisać – po prostu, jest to najprawdziwszy zapach bzu.

Jeśli chodzi o moc zapachu, niestety, pozostawia do życzenia. Jest to może jednak spowodowane tym, że egzemplarz, który dorwałam, był wyjątkowo stary i zdążył już zwietrzeć. Wydaje mi się, że bzowy zapach powinien być raczej intensywny!

Co do wyglądu świecy, wydaje mi się, ze wyglądałaby o wiele lepiej, gdyby wosk odpowiadał kolorem ciemnym kwiatom obecnym na etykiecie. Zimny fiolet niezbyt pasuje do obrazka i, tak mi się wydaje, charakteru zapachu. Jest to jednak tak uroczy aromat, że jestem w stanie przeboleć wygląd na rzecz cieszenia się cudownymi, wiosennymi nutami.

Ocena: 7/10
 

 
Tegoroczna zimowa kolekcja nie różni się zbytnio od poprzednich - jest utrzymana w kolorach czerwieni, zieleni i bieli oraz zawiera zapachy ciężkie i słodkie, jak i świeże niczym zimowy poranek. Zapachy nie są jednak nigdy w 100% powtarzalne, przyjrzyjmy się więc dokładniej nutom zapachowym, jakie czekają nas w sklepach już w październiku tego roku!




Spiced White Cocoa

Nuty głowy: Biała czekolada
Nuty serca: Solony karmel, słodka śmietanka, gałka muszkatołowa
Baza: Maślane cukierki

Wiem, że zapach jest już dostępny od dłuższego czasu w USA, jednak nie wiem jakie są opinie na jego temat. Ja osobiście obawiam się dodatku solonego karmelu, żeby przez to nie wyszedł typowy zapach curry, który tak często zdarza się przy karmelowych zapachach



The Perfect Tree

Nuty głowy: Choinkowa girlanda, bergamotka
Nuty serca: Sosnowe igły, biała brzoza, bursztyn
Baza: Świeżo ścięta sosna, kadzidło, drzewo cedrowe

Jak sama nazwa wskazuje, po tym zapachu spodziewam się po prostu mocno leśnej kompozycji, lekko ocieplonej kadzidłem i bursztynem. Może okazać się naprawdę perfekcyjnie!



Christmas Magic

Nuty głowy: Mandarynka, bergamotka, eukaliptus
Nuty serca: Jodła balsamiczna, wyciąg z sosnowych igieł, kadzidło, świerk
Baza: Drewno cedrowe, brzoza

Jeśli chodzi o same nuty zapachowe, według mnie ten zapach będzie bardzo podobny do The Perfect Tree. Obydwie posiadają dużo choinkowych akcentów, kadzidło, brzozę, cedr i bergamotkę. Eukaliptus doda zapachowi trochę świeżości, a mandarynka sądzę, że utonie w natłoku pozostałych, podobnych do siebie nut. Zapewne będzie się po prostu w inny sposób rozwijał, choć jako ogół, pozostanie mimo wszystko bardzo podobny.


Crackling Wood Fire

Nuty głowy: Gałka muszkatołowa, mirra, cynamon
Nuty serca: Wanilia, bursztyn
Baza: Drzewo sandałowe, drewno cedrowe, dym, kadzidło

Najbardziej nie mogę doczekać się tego zapachu. Wydaje mi się, że może być czymś pomiędzy Viva Havana ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27747898 ), a Driftwood ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27735840 ) i nie mogę się doczekać by sprawdzić, czy się mylę (i, w przeciwieństwie do swojego portfela, byłabym zachwycona, gdybym miała rację! )
 

 
Niedawno weszła do sklepów jesienna kolekcja, a Yankee Candle już informuje nas, na co mamy oszczędzać w pierwszej połowie nadchodzącego roku! Mam nadzieję, że zgodnie z tym, co prezentuje się na obrazkach, nie będziemy w Europie musieli doświadczać nowej oprawy graficznej, która już od roku jest obecna na świecach w USA.


Q1 2018 - Enjoy the simple things



Zapachy wchodzące w skład tej kolekcji to:

- Rainbow Cookie
- Sweet Nothings
- Sun-Drenched Apricot Rose
- A Calm & Quiet Place

Jak widać Yankee od 4 lat z rzędu uskutecznia prostotę w tytułach kolekcji - tym razem jednak podeszli do tego trochę inaczej!


Q2 2018 - Just go...


- Coconut Splash
- Warm Desert Wind
- Tropical Jungle
- Misty Mountains

Ta kolekcja zapowiada się bardzo interesująco nawet z samego wyglądu!


Na wielkanoc w tym roku powraca White Chocolate Bunnies i nowość - Sweet Candies - garść cukierków o smaku m.in wiśni, jabłka i cytryny!





Opisy zapachów z obydwu kolekcji opublikuję wkrótce w osobnych wpisach!
http://b4.pinger.pl/8776a07973ab2b6a5ad56a1e6218b923/Sweetcandies.jpg
  • awatar SandraRu: Rzeczywiście zapowiadają się cudownie! Ja już szukam inspiracji na gwiazdkowe prezenty. w tym roku postanowiłam nie oszczędzać na prezenty wcześniej tylko wziąć po prostu pożyczkę przez internet. Widziałam, ze najlepsze oferty mają w Credy.pl. Jeszcze miesiąc i zacznie się szaleństwo zakupowe ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Christmas Thyme to zapach z zimowej kolekcji z USA. Nie byłam nim jakoś szczególnie zainteresowana, jednak znalazłam jeden wosk w sklepie z Yankee, do którego często chodzę. Bardzo rzadko posiadają oni amerykańskie zapachy w tej formie, więc uznałam to za znak!




Według producenta jest to mieszanka tymianku, trawy cytrynowej i drewna sandałowego. Chociaż o nutach doczytałam dopiero pisząc tą recenzję, odniosłam dokładnie takie wrażenia. Najmocniej czuję trawę cytrynową, nadającą zapachowi bardzo orzeźwiającego charakteru. Tymianek zawsze kojarzył mi się z zapachem lasu, także czuję go też tutaj. Chociaż taka mieszanka może nie brzmi zbyt zachęcająco, przez dodatek drewna sandałowego całość nabiera bardzo ładnego, perfumowanego, delikatniejszego charakteru. Christmas Thyme jest zapachem niecodziennym, zaskakującym, ale mimo wszystko bardzo przypadł mi do gustu.

Co do mocy zapachu, jest bardzo dobrze wyczuwalny. Nie jest jednak killerem, nie powinien przytłoczyć nawet wrażliwych nosów, mimo że mój, drewniany, raczy aromatem nieprzerwanie od roztopienia do zastygnięcia wosku.

Co do wyglądu świecy, ciemnozielony kolor wosku pasuje do nieco leśnego zapachu, ale etykieta moim zdaniem nie bardzo oddaje charakter Christmas Thyme. Jest to dla mnie zapach o wiele bardziej związany z naturą. Mimo to obrazek jak najbardziej pasuje do nazwy zapachu i rozumiem zamysł „świąteczności” świecy, chociaż według mnie to niezbyt słuszne skojarzenie. Nie chcę się zbytnio czepiać, bo to co ważne, czyli zapach, wciąż zachwyca!

Ocena: 9/10
 

 
Red Velvet pochodzi z limitowanej kolekcji składającej się z różnych rodzajów ciast, które sprawiają, że na sam widok zapomina się o diecie. Sprzedawał się tak dobrze, że postanowiono wdrożyć go do regularnej sprzedaży, z której niedługo potem znów go wycofano. Pomyślałam jednak, że to, iż w ogóle postanowili go wprowadzić do regularnej sprzedaży o czymś świadczy i postanowiłam go wypróbować.





Producent mówi, że wyczuwalne nuty to wanilia, kakao, cukier trzcinowy, kremowe ciasto. W sumie, nie mogę się nie zgodzić., może poza tym, że na pewno nie wyczuwam tutaj kakao. Problem w tym, że te aromaty, zmieszane ze sobą tworzą jednolitą, nudną, słodką papkę. Tak też nazwałabym ten zapach – nudna, słodka papka. Nie wiem skąd wziął się boom na ten zapach, ale wiem, że ludzie wciąż chętnie go kupują. Wąchałam u koleżanki Vanilla Cupcake, dostępny w każdym sklepie z Yankee i pachnie on podobnie, ale jest o wiele przyjemniejszy, nie taki monotonny – raz na pierwszy plan wysuwa się ciasto, raz waniliowa masa. Oczywiście nie przeczę, że może przypaść do gustu wielbicielkom świec o zapachu wypieków, ale ja, mimo iż lubię takie świece, tą jestem rozczarowana, gdyż spodziewałam się czegoś bardziej przebojowego.

Moc świecy też nie zachwyca. Jest przeciętna. Z drugiej strony, może to i dobrze, inaczej swoją monotonnością zanudziłaby i zasłodziła na śmierć! W tym przypadku oscylacja mocy zapachu jest sporym plusem. Zapach utrzymuje się długo po zgaszeniu świecy, co daje miłą, słodką mgiełkę w powietrzu przez kolejne parę godzin.

Zaletą świecy na pewnego jest jej wygląd. Intensywna czerwień daje świetne tło dla red velvetowej babeczki w podobnym kolorze, przyozdobionej ogromną porcją kremu (na zdjęciu powyżej alternatywna wersja). Mimo, że sam zapach mnie nie zachwyca, etykieta świecy sprawia, że mam ochotę złożyć wizytę w Cupcake Corner, by zatopić zęby w przepysznym, czerwonym cieście!

Ocena: 6/10
 

 
Lavender Sunset to zapach, który w lecie ukazał się na amerykańskiej stronie Yankee i oczarował mnie swoim opisem. Jak zwykle, gdy tylko nadarzyła się okazja zakupiłam go, by sprawdzić, czy faktycznie tak cudownie pachnie!



Lavender Sunset według producenta składa się z nut głowy – zielonych liści i ozonu, nut serca – irysu, lawendy i fiołków oraz bazy – wanilii, drewna cedrowego i piżma. Muszę przyznać, że nut głowy w tej świecy nie wyczuwam – dla mnie nie jest to zapach szczególnie świeży. Jedynie, przez ogólną kompozycję przebija się delikatny chłód, być może jest on spowodowany właśnie dodatkiem ozonu. Na pewno wyczuwam tu mieszankę kwiatów, z której, wbrew nazwie, nie przebija się lawenda. Jest ona bardzo przyjemna, a dzięki nutom bazy, całość przypomina piękne, bogate perfumy. Nie jest to oczywisty zapach, bardzo ciężko rozróżnić w nim poszczególne składniki. Dogłębna analiza nie jest jednak potrzebna bym mogła stwierdzić, że jest to jeden z ładniejszych kwiatowo-perfumowych zapachów z jakimi miałam do czynienia.

Moc świecy jest dobra. Nie jest powalająca, ale po dłuższym czasie palenia jest bez problemu wyczuwalna w każdym zakątku pomieszczenia. Jest to jeden w tych zapachów, które na początku wydają się słabe, ale z czasem zyskują na mocy i do końca palenia pachną już z zadowalającą mocą.

Obrazek na świecy naprawdę mnie urzekł. Zachodzące słońce, oblewające niebo intensywnymi, czerwonymi barwami kontrastuje ze spowitymi już chłodem polami lawendy i majaczącymi na horyzoncie drzewami. Jest to bardzo intrygujący i zapadający w pamięć obraz, a taki zawsze jest świetnym dodatkiem tylko podkreślającym, że w połączeniu z zapachem nawet zwykła świeca może być małym dziełem sztuki.

Ocena: 10/10
 

 
Honey Lavender Gelato to jeden z zapachów dostępnych w USA i UK od tej wiosny. W Polsce nie można dostać go w regularnej sprzedaży, mimo to udało mi się go dorwać w internecie.



Według producenta ten zapach to mieszanka jeżyn, waniliowych lodów, lawendy i miodu. Cóż, ja osobiście jeżyn tam nie wyczuwam. Mimo tego, że zapach należy do kategorii Food&Spice, dla mnie w ogóle nie jest jedzeniowy! Bardziej pasuje do linii Fresh - mleczne nuty lekko osłodzone miodem, przez porządny dodatek lawendy przestają wydawać się jadalne. Zamiast tego otrzymujemy aromat przypominający mi dobrej jakości balsam lub płyn do kąpieli. Jest to zapach który nadaje się najlepiej do sypialni, na wieczór, relaks po gorącej kąpieli.

Co do mocy zapachu, niestety jest on bardzo słaby. Połowa samplera topiona w kominku zapewnia jako taką moc na 1-2h, po czym traci ją zupełnie, zapomniałam nawet, że mam włączony kominek. Nie słyszałam też pochlebnych opinii na temat tego zapachu w formie świecy - jest to po prostu jeden z tych dla ludzi z wrażliwym nosem.

Co do wyglądu świecy, urzekł mnie delikatny kolor wosku, będący bardziej lekką, kremową wersją innych lawendowych zapachów (np French Lavender - http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27184592 ), co całkiem nieźle oddaje też to, jak pachnie. Obrazek na etykiecie jest bardzo estetyczny, wygląda moim zdaniem lepiej na klasycznej etykiecie niż na tych nowych, amerykańskich, choć pod nie został stworzony. Sama z chęcią spróbowałabym takich lodów, jak na niej przedstawione!


Ocena: 7/10
 

 
Cherry Berry Pie to zapach niedostępny w Polsce. Ogólnie trudno go zdobyć. Kiedy tylko miałam okazję go wypróbować, oczywiście, bez zastanowienia go zakupiłam. Czy było warto?





Po etykiecie i tytule spodziewałam się zapachu owoców i ciasta, podobnie jak w Rhubarb Crumble ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27269770 ). W opisie była mowa też o przyprawach, ale nie spodziewałam się, że będą dominować w zapachu. Miałam rację. Zapach był bardzo słodki, przypominał mocno posłodzoną pastę z czerwonych owoców z dodatkiem kruchego ciasta. Niestety, ta świeca również została dopadnięta przez klątwę aromatu curry zamiast nut cynamonu i innych przypraw. To znacznie zepsuło całokształt zapachu.

Moc zapachu jest bardzo dobra. Ma również to co lubię – oscylujące w intensywności nuty. Tylko to ratuję tą świecę przed kompletną klapą z powodu tego co Bakery Air ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27253532 ) - czasem rosołowe/curry nuty są praktycznie niewyczuwalne, wtedy można kontemplować bardzo przyjemny aromat słodkich owoców z delikatnymi akcentami ciasta.

Co do wyglądu świecy – bardzo przypadł mi do gustu smakowity obrazek ciasta. Krucha warstwa kryje świeże, czerwone owoce, współgrające z kolorem wosku. Ten widok naprawdę zaostrza mój apetyt. Jest to jedna z bardziej udanych etykiet przedstawiających wyroby cukiernicze w wykonaniu Yankee!

Ocena 7/10
 

 

Pomegranate Cider to świeca niedostępna w Polsce. Cudem udało mi się ją zdobyć i jestem z tego bardzo zadowolona! Niedługo może się to jednak stać prostsze, gdyż zapach wraca podobno jako jesienna limitka!



Pomegranate Cider, według producenta ma pachnieć kwaśnym, cierpkim sokiem z granatu z dodatkiem wanilii, cynamonu i goździków. I chociaż rzadko mi się to zdarza, z tym opisem zdecydowanie mogę się zgodzić! Świeca pachnie bardzo świeżo i owocowo. Faktycznie jest to słodki zapach granatu. Oprócz tego, w tle czuć delikatną wanilię, cynamon i goździki, które dodają zapachowi głębi. Nie kojarzy mi się to jednak z grzańcem ani świątecznym nastrojem, bo owocowa część zapachu wciąż przeważa nad resztą. W zapachu, mimo obecności cynamonu, nie wyczuwam także żadnych rosołowych nut, z czego niezmiernie się cieszę!

Co do mocy świecy – jest ona bardzo dobra. Zapach staje się wyczuwalny niedługo po rozpaleniu i unosi się przez długi czas nawet po zgaszeniu świecy. Jest on intensywny, ale nie męczy. Zawdzięcza to zapewne częściowo swojemu świeżemu i soczystemu charakterowi.

Świeca nie tylko pachnie, ale i wygląda bardzo ładnie. Na etykiecie otoczonej czerwonym woskiem widzimy obrazek utrzymany w tym samym kolorze – kubki z cydrem z granatu i laską cynamonu otoczone przez tytułowy owoc. Mimo swojej prostoty i oczywistości uważam tą ilustrację za udaną i nieco kontrastującą z bardzo oryginalną mieszanką nut zapachowych w samej świecy – tego zapachu nie potrafię porównać do żadnego innego – trzeba samemu ją powąchać lub przyrządzić własny, grzany, granatowy cydr


Ocena: 9/10
 

 
Jestem fanką wszelkich korzennych zapachów, jak i jedzenia zawierającego takie nuty. Uwielbiam piwo korzenne, chociaż wiem, że ma wielu przeciwników. Tak jest też i z tym zapachem. Root Beer Float jest bardzo specyficzny... Ale mnie urzekł w stu procentach!





Root beer float to napój złożony z piwa korzennego i lodów waniliowych. W tym zapachu czuję w zasadzie wyłącznie to pierwsze. Nie ma tam mleczności ani słodkości typowej wanilii. Jest to zapach korzenny ale nie w taki banalny sposób. Jeśli ktoś nie wie jak pachnie piwo korzenne, Root Beer Float bardzo przypomina mi również likier ziołowy – Jagermeister, który też uwielbiam. Obydwa charakteryzują się głębokim smakiem i zapachem, który ma swoją strukturę i w czasie smakowania raczy nas co chwilę inną nutą. Podobnie jest z tą świecą - czasem jest słodka, czasem wręcz wytrawna w „ziołowości”

Root Beer Float ma bardzo dobrą moc. Nie jest to killer, ale jest bardzo dobrze wyczuwalna praktycznie od momentu rozpalenia świecy. Zapach nie nudzi się nawet przy długim paleniu dzięki temu, że ma bardzo zmienny charakter i co chwilę potrafi pachnieć inaczej.

Świeca ma bardzo piękny, ciemny, głęboki odcień wosku który współgra z przedstawionym na obrazku, tytułowym drinkiem, wyglądającym w dodatku bardzo smakowicie. Fantastycznym przełamaniem tego mrocznego brązu jest morski kolor tła na etykiecie, który wyróżnia się i nadaje całości nieco oryginalności – nie jest to kolejna nudna oprawa całkowicie w jedzeniowych kolorach.

Ocena: 10/10
 

 
Celebrate to zapach niedostępny w regularnej sprzedaży. Pojawił się na półkach w lutym, dwa lata temu, i wtedy można go było nabyć – jak zwykle, nie zdecydowałam się i potem musiałam biegać i szukać go z nadzieją, że znajdę go gdzieś w zakamarkach internetu.




Celebrate to, jak można się domyślić, zapach tortu. Nie jest to jednak trywialny zapach kremu, ciasta i lukru. Został on przełamany cytryną! Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do cytrusów w świecy, ze względu na ich „kibelkowy” charakter. Na szczęście nie w tym zapachu – tu czujemy przepyszny, słodki aromat cytryn, który wspaniale przeplata się ze śmietankowym kremem i tworzy idealną równowagę – świeca nie jest ani przesłodzona, ani nadmiernie owocowa. Wyczuwalne są też nutki ciasta biszkoptowego, co dodaje całości niesamowitego realizmu.

Niestety, moc świecy pozostawia do życzenia. Zapach jest długo niewyczuwalny i szybko znika po paleniu. Zadowoli tylko bardzo wrażliwe nosy. Dla mnie jest odpowiedni tylko na bardzo małych przestrzeniach, lub gdy siedzę przy biurku – wtedy kładę sobie świecę blisko siebie i wyczuwam zapach.

Jeśli chodzi o wygląd świecy – Celebrate naprawdę zauroczył mnie wyglądem. Tort jest bardzo idealnie ukrojony i równiutki – aż miło się na niego patrzy (gdyż ja tortów kroić nie potrafię ). Wygląda trochę dziecinnie, przez błękitną świeczkę i talerzyk oraz kolorową posypkę. Mimo, że nie uważam tego za minus, może nie nadawać się na prezent dla każdego, szczególnie jako ozdoba pomieszczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że zapach świecy jest bardzo ładny, i jeśli ktoś tylko ma wystarczająco czuły nos – uważam, że może ją nabyć bez większego zastanowienia!

Ocena: 8/10
 

 
Paradise Spice to zapach z wiosennej kolekcji 2013 roku. Niestety, jest już wycofany w przeciwieństwie do Waikiki Melon i Turquoise Sky, które także tworzyły tą kolekcję. O jednym z nich już pisałam – linki na dole, pod recenzją!




Paradise Spice to zapach „dojrzałych bananów i kremowej wanilii z niespodziewanym dodatkiem cynamonu i goździków”. Muszę przyznać, że rzadko mogę się tak zgodzić z opisem producenta. Choć według mnie główny plan mają tutaj przyprawy, to wanilia ze swoją cudowną kremowością i słodyczą dotrzymuje im kroku. Na sucho czuć tu nawet banany, które niestety tracą praktycznie całą moc po rozpaleniu. Jedyne co po nich pozostaje, to trochę świeższej kremowości, która dołącza się do wanilii i pomaga jej tłumić nadmierną ostrość przypraw.

Zapach świecy jest bardzo silny. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to killer. Mimo iż sampler, który próbowałam nie był najświeższy, nawet mały jego fragment wypełniał pomieszczenie mocnym aromatem przez długi czas. Jestem więc pewna, że jako nowy wosk lub duża świeca, wręcz zabijał mocą.

Obrazek na etykiecie przedstawia to, z czego składa się zapach – banany, anyż, cynamon i zapewne inne przyprawy. Nie jestem pewna co tam robią suszone morele i pomarańcza, ale dodają koloru całej kompozycji – gdyby składała się jedynie z odcieni brązu i jasnej żółci, byłaby nudna i monotonna!

Ocena: 10/10


Pozostałe zapachy z Q1 2013:
Turquoise Sky: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/24007667
A Child's Wish: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/24016165
Black Coconut: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/23973944
 

 
Island Spa to zapach dostępny jedynie w USA, w tym momencie jako returning treasure. Bardzo się cieszyłam z możliwości wypróbowania go, choć jeśli chodzi o zapach, to spodziewałam się czegoś innego!




Wydawało mi się, że Island Spa będzie świeżym, wodnym zapachem z dodatkiem zieleni lub egzotycznych nut. Nawet nie pomyślałam, żeby przeczytać opis producenta, taka byłam pewna! Jakie więc było moje zdziwienie, gdy zamiast tego otrzymałam słodki, owocowy zapach! Oficjalnie ma to być zapach cytrusów i ananasa, ja jednak czuję tam po prostu cytrynowe landrynki. Jest bardzo przyjemnym zapachem. Stwierdzam, ze to nawet dobrze, że nie przeczytałam czym powinien pachnieć, bo pewnie bym się na niego nie skusiła, w obawie, że cytrusowe nuty okażą się kibelkowe. Nie ma jednak w tej świecy ani odrobiny detergentu, jest to jak najbardziej spożywcza, bardzo słodka cytryna. Przez tą słodycz przypomina mi właśnie landrynki – nie ma w niej tego kwasku, który jest chociażby w Cherry Lemonade ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27215495 ).

Niestety nie jest to mocny zapach. Szybko traci na intensywności i przestaje być wyczuwalny. Kolejnym minusem jest monotonia zapachu. Cały czas pachnie tymi samym – cytrynowymi cukierkami. Nie przytłacza, jest przyjemny, ale na dłuższą metę – nudny.

Co do wyglądu świecy – zupełnie mnie kupiła. Gdyby na etykiecie miała po prostu cytrynę, jak na przykład Sicilian Lemon ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/23655106 ) na pewno by mnie tak nie przyciągnęła. Śmiem twierdzić, że jest to jeden z ładniejszych obrazków jakie Yankee umieściło na swoich etykietach. Rozmarzam się o tropikalnych wakacjach gdy tylko patrzę na tą świecę! I choć nie jest to zapach, którego bym się spodziewała i na dłuższą metę mnie nudzi, to wciąż jest to bardzo przyjemna, owocowa świeca.

Ocena: 8/10
 

 
Lake Sunset pochodzi z jesiennej kolekcji z 2013 roku. W tym roku zostanie wycofany – podzieli los pozostałych świec z tej kolekcji.



Producent opisuje Lake Sunset jako mieszankę ozonu, drewna, piżma i ananasa. Wydaje się więc, że powinien być to zapach w miarę świeży. Ja jednak czuję w nim wyłącznie ciepłe nuty – według mnie pachnie identycznie jak potpourri. Nie potrafię tego bliżej określić – Lake Sunset jest dla mnie lekkim, perfumowanym zapachem, nieco zbyt sztucznym i z tym charakterystycznym czymś, co wyczuwam właśnie w potpourri. Wyczuwam tam odrobinę ananasa, która dodaje całości nieco tańczącej w tle owocowej słodyczy. Ozonu natomiast nie wyczuwam, a szkoda, bo zapewniłyby zapachowi trochę chłodu i świeżości.

Lake Sunset nie należy do mocnych zapachów. W formie wosku trzeba dużo wrzucić go do kominka i cierpliwie czekać na zapach. Gdy już się pojawi, jest dobrze wyczuwalny i delikatnie zanika po ok. 1,5 godziny (przy paleniu 1/4 tarty). Jest to niezły wynik, ale daleko mu do ideału.

Jedno, co trzeba oddać tej świecy to jej wygląd – jest naprawdę piękna. Delikatny, pudrowo-różowy kolor wosku współgra z etykietą, na której widać zachodzące słońce z perspektywy pomostu na jeziorze. Jest to bardzo romantyczny i uroczy widok, mimo że nie do końca kojarzy mi się z tym, co dostajemy w środku słoja. Taka świeca bez wątpienia jednak stanowi ozdobę każdego pomieszczenia, szczególnie nadaje się do łazienki i sypialni.

Ocena: 6/10

Recenzje pozostałych świec z kolekcji Q3 2013
November Rain http://yankeemaniac.pinger.pl/m/24022153
Salted Caramel http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27096426
Vanilla Chai http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27652905
 

 
Water Garden to zapach limitowany, który można było dostać w sklepach w lutym i marcu. Gdzieniegdzie może być dostępny jeszcze teraz, ale z pewnością trzeba się naszukać!





Najważniejsze pytanie - jak pachnie ta świeca? Najprościej jest mi powiedzieć, że jeśli kiedykolwiek wąchaliście cudowną Autumn Rain od Kringle Candle, to Water Garden jest prawie identyczny, trochę bardziej kwiatowy. Wciąż jednak przeważają nuty wodne (nie mają nic wspólnego z „praniowymi”), nadające powietrzu wrażenia wilgotności oraz zmoczone liście, które każdej świecy dodają nastroju. Jest to zapach, który na pewno przypadnie do gustu wielbicielom świeżych zapachów. Jest to również nieco oryginalniejsza propozycja dla osób lubujących się w kwiatowych świecach. Ja, chociaż nie przepadam za świeżakami – krzywię się na niektóre morskie zapachów, a od wszystkich praniowców z doświadczenia wolę trzymać się z daleka, w tej świecy się zakochałam. Naprawdę warto dać jej szansę!

Moc Water Garden jest zadowalająca. Z pewnością nie jest to najmocniejsza świeca z jaką miałam do czynienia, ale jest bardzo dobrze wyczuwalna w pokoju 4x4m, spokojnie dałaby sobie radę i w większym. Jest to jedna z tych, które pachną przez całe palenie tak samo, to też nie uważam mocy za wadę, bo wtedy mogłaby się nudzić lub przytłaczać.

Co do wyglądu świecy, myślę, że sam za siebie odpowie fakt, że świeca nie stoi na regale wraz z innymi, a na komodzie, na ozdobnym talerzyku, między doniczkami z kwiatami. Wygląda naprawdę przepięknie. Zarówno delikatny, chłodny odcień wosku jak i czarująca ilustracja na słoju, przedstawiająca jezioro obsiane kwitnącymi liliami wodnymi, przedstawione z perspektywy zaraz nad taflą wody. Sądząc po tym, jak mnie urzekła, uważam, że nawet, jeśli ktoś nie pokocha zapachu Water Garden, zostanie z tą świecą dla samego wyglądu!

Ocena: 10/10
 

 
Frankincense pochodzi z kolekcji Grand Bazaar, która ukazała się na początku 2015 roku. Jako, że nie jestem fanką zapachów Bliskiego Wschodu nie planowałam zakupić żadnego z nich, a już szczególnie zapachu kadzidła – to po prostu nie moja bajka. Jednak przez dwa lata, przy okazji różnych zakupów dostałam w formie gratisów wszystkie 3 zapachy. Oto i moja opinia na temat ostatniego z nich.



Frankincense – inaczej kadzidło, lub dokładniej – żywica olibanowa. To ona znajduje się w pojemniku na etykiecie świecy. Znana jest ona ze swoich wszechstronnych właściwości leczniczych, w starożytności była ceniona bardziej niż złoto. Ma ona delikatny, balsamiczny, drzewny zapach, stąd też zapewne opis aromatu według producenta - słodka żywica przełamana pikantnością pieprzu wraz z balsamiczną nutą drewna. Według mnie, dokładnie tak pachnie ten zapach. Wyczuwam tam pikantne nuty pieprzu i kadzidło, które kojarzy mi się... z kościołem. Trudno mi stwierdzić, że zapach rozchodzący się podczas bardziej odświętnych mszy to ten, który chciałabym uzyskać w swoim domu. Gdyby nie to skojarzenie, zapewne przychylniej spojrzałabym na tą świecę, ale niestety, jest dla mnie przegrana już na starcie. Po dłuższym paleniu zmienia swój aromat na trochę słodszy, o wiele mniej dymny, a kompozycja zaczyna mi nieco przypominać Spiced Orange ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27100467 ), który czasem tracił swój świąteczny charakter na rzecz czegoś „dziwnego” co znajduję też w Frankincense.

Świeca ta jest jedną z najmocniejszych, z jakimi miałam styczność. Bardzo intensywnie pachnie, a w formie wosku aromat wydobywa się z kominka zaskakująco długo. Za zaletę uważam też zmieniający się zapach Frankincense – raz wyczuwalne jest praktycznie tylko kadzidło, a kilka minut później przypomina lekko owocowy zapach z dawką pikantności.

Jeśli chodzi o wygląd świecy – kojarzy mi się dokładnie z tym, z czym mógłby mi się kojarzyć indyjski bazar – nasycone odcienie pomarańczy i brązu oraz rzeczy, których nie rozpoznaję i dowiaduję się czym są dopiero po wpisaniu odpowiedniej frazy w Google Jeśli ktoś jest zainteresowany tamtejszą kulturą czy nawet smakami lub stylem, uważam, że recenzowana przeze mnie świeca będzie strzałem w dziesiątkę (lub chociaż mocne 9). Ja niestety do tych osób nie należę, więc oceniam ją słabiej.

Ocena: 6/10
Pozostałe recenzje Grand Bazaar:
Oud Oasis: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27199998
Morrocan Argan Oil: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27206186
 

 
Już niedługo odbędzie się Dzień Matki. Yankee co roku wypuszcza z tej okazji świecę Tulips – może to dobra alternatywa dla typowego bukietu tych popularnych kwiatów? Jeśli nasza rodzicielka je lubi, ironicznie, lepszym wyborem będzie zakupienie świecy – zapach tulipanów zostanie z nią na wiele dłużej!





Tulips ma odzwierciedlać zapach tulipanów. Co jak co, ale te kwiaty nie kojarzą mi się szczególnie z zapachem. Wyglądają bardzo uroczo, ale zapach? Przywodzi mi na myśl aromat każdej, pierwszej lepszej kwiaciarni. Przeprowadzając „wywiad środowiskowy” dowiedziałam się, że nie tylko ja mam takie odczucia. Skojarzenie z blaszanym, osiedlowym sklepikiem sprzedającym trochę kwiatów, trochę plastikowych wiązanek pogrzebowych nie jest koniecznie tym, co chciałabym poczuć w świecy. Wiem jednak, że są też osoby, którym zapach tulipanów kojarzy się znacznie lepiej – z wiosną oraz z tym, z czym powinien się kojarzyć – z pełnym żywych kolorów bukietem. W przypadku tego zapachu jest to więc sprawa mocno indywidualna. Nie przekreśla to jednak użycia jej jako prezentu na Dzień Matki, gdyż chyba każdy wie lub może się delikatnie, nie wzbudzając podejrzeń, dowiedzieć, czy mama lubi zapach tytułowych kwiatów – gdy porzucimy dywagacje na temat osobistych odczuć względem woni tulipanów, tej świecy trzeba przyznać jedno – idealnie oddaje ten zapach, bez żadnych zbędnych domieszek utrudniających jego rozpoznanie.

Jak na kwiatową świecę Tulips jest bardzo mocna. Absolutnie nie jest to killer, jednak wypełnienie całej dostępnej powierzchni zapachem kwiatów jest gwarantowane. Wydaje mi się, że co wrażliwsze osoby mogą poczuć się przytłoczone tą wonią, nie jest to jednak takie proste jak w wypadku świec przyprawowych czy jedzeniowych – Tulips ma bardzo świeży, delikatny w charakterze zapach.

Jeśli chodzi o wygląd świecy, cóż tu dużo mówić – czerwony wosk idealnie koresponduje z polem równie czerwonych tulipanów będących w środku kwitnienia. Jest to bardzo klasyczny, a zarazem urzekający obrazek, który jak sądzę, przypadnie do gustu każdej typowej mamuśce i będzie stanowił piękną ozdobę już nawet na te chłodniejsze dni, gdy w ogrodzie nie będzie tak pięknie – w końcu taka duża świeca to prezent na długi, długi czas!

Ocena: 7/10
 

 
Honey Blossom to zapach pochodzący z letniej kolekcji 2013. Mimo, że było to stosunkowo dawno temu, świeca wciąż dostępna jest w sprzedaży. Czy faktycznie jest na tyle wyjątkowa, żeby przeżyć te wszystkie „czystki” w zapachach przeprowadzane co chwilę przez Yankee?


Honey Blossom to perfumowy, kwiatowy, bogaty zapach. To piękne połączenie nektarów kwiatów, miodu, piżma, frezji i leśnych nut sprawia, że aromat jest zarówno pełny, jak i delikatny. Na pierwszy plan wysuwa się słodycz, delikatna kwiatowość i mocne perfumowane nuty, które przypominają mi nieco Honey Glow ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26965013 ). Jest to jeden z niewielu kwiatowych zapachów, które mają charakter inny niż zwykły, delikatny bukiecik, co bardzo doceniam. Dzięki piżmu i leśnym nutom Honey Blossom wydaje się zapachem tajemniczym, który dzięki dodatkowi kwiatów kojarzy mi się z zapomnianą polaną w głębi lasu, na której wieczorem zakwitają przeróżne, niespotykane rośliny – zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to jedna ze świec działających na wyobraźnię!

Moc zapachu jest umiarkowana. Czasem jest świetnie wyczuwalny, a kiedy indziej w ogóle nie mogę go zwęszyć. Nie testowałam go jednak w formie dużej świecy, w której moc jest na pewno zadowalająca.

Co do wyglądu świecy, moim zdaniem nie do końca odzwierciedla to, jak pachnie. Ma pastelowy, ciepły, fioletowy odcień wosku, z uroczymi różowymi kwiatkami na tle błękitnego nieba. Według mnie powinien on mieć ciemniejszą, bardziej tajemniczą oprawę. To jednak nie jest najważniejsze, świeca w końcu ma za zadanie przede wszystkim pachnieć

Ocena: 9/10

Pozostałe zapachy z kolekcji Q2 2013:
Summer Scoop: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27050968
Pineapple Cilantro: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26986944
 

 
Chociaż zapach Champaca Blossom wyszedł zaraz po tym, gdy zaczęłam interesować się świecami zapachowymi, a więc ok 3 lata temu, to przez ten cały czas wahałam się nad dodaniem go do koszyka. Niedawno w końcu się przekonałam. Czy było warto?





Champaca to rodzaj magnolii o charakterystycznym wyglądzie kwiatów. Jej zapach jest bardzo kremowy i otulający w swoim charakterze. Typowej magnolii zdecydowanie nie przypomina. Najbardziej przywodzi mi na myśl zapach gardenii, który też pojawił się u mnie na blogu - http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27634518 . Ośmielę się nawet stwierdzić, że nie wyczuwam między nimi praktycznie żadnej różnicy. Obydwa mają ten sam, pudrowy, słodki charakter, który nie należy do moich ulubionych. Jestem jednak pewna, że fanom ciepłych i praniowych aromatów z pewnością przypadnie do gustu, gdyż przypomina mi obydwie rodziny zapachów.

Co do mocy, Champaca Blossom niestety nie należy do najsilniejszych. W formie wosku, by był wyczuwalny w małym pokoju, musiałam wrzucić 1/3 tarty, co nie jest zbyt imponującym wynikiem. Świecy nie posiadam, ale słyszałam, że w tym wypadku z mocą w każdym formacie jest podobnie.

Jedno trzeba przyznać – jeśli chodzi o wygląd, świeca jest piękna w swojej prostocie. Delikatnie różowy kolor wosku i zbliżenie na zjawiskowy kwiat champaca, z soczystą zielenią w tle tworzą minimalistyczną, ale urzekającą kompozycję. Niestety, pozostaję obojętna co do zapachu. Nie uwiódł mnie i była to raczej jednorazowa przygoda. Sądzę jednak, że warto poznać ten zapach, szczególnie, gdy lubi się pudrowe, kwiatowe zapachy – może okazać się strzałem w dziesiątkę!

Ocena: 6/10
 

 
Viva Havana to już ostatni zapach z najnowszej kolekcji, jak miałam przyjemność recenzować. Zakupiłam go jedynie w formie wosku, gdyż obawiałam się ciężkiego, kadzidlanego zapachu zwiastowanego przez opis. Czy moje obawy były słuszne?



Wedlug producenta nuty Viva Havana to:

Nuty głowy: Kadzidło 
Nuty serca: Cynamon, goździk, imbir, gałka muszkatołowa 
Baza: Bursztyn, agar, drzewo sandałowe 

W tym zapachu najbardziej obawiałam się właśnie nuty głowy – kadzidła. Okazało się jednak, że zupełnie niesłusznie, gdyż jest ono w ogóle nie wyczuwalne i nie nadaje zapachowi klimatu a la Frankincense (recenzja już niedługo!). To co wyczuwam w zamian to idealnie zrównoważona mieszanka przypraw i perfumowych nut. Oczywistym jest, że spodoba się każdemu, kto lubi takie nuty, ale uważam też, że spodoba się nawet tym, którzy nie przepadają za cynamonem czy gałką muszkatołową, gdyż nie są one tak oczywiste jak w zapachach typu Christmas Memories ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26908595 ) czy Home for Holidays ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/23746496 ), praktycznie w ogóle nie przypominają tej świecy. Zdecydowanie bliżej mu do chociażby wycofanego Honey Glow ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26965013 ), choć nie jest tak ciężki. Według mnie jest to po prostu piękny zapach bogatych w aromacie perfum. Drzewo sandałowe perfekcyjnie spisuje się w równoważeniu każdej zbyt mocnej przyprawowej nuty, agar delikatnie osładza, a bursztyn dodaje całości ciepła.

Jest to jeden z bardziej trwałych wosków jakie posiadam. Ćwiartka potrafi wystarczyć na calutki dzień lub do 4 krótszych paleń. Jest to naprawdę zaskakujący wynik i nie przypominam sobie, żebym kiedyś paliła wosk z Yankee, który pachniałby tak długo z równą intensywnością. Co do niej – moc zapachu jest w zasadzie przeciętna. Wosk nie przytłacza ani nie wdziera się do nosa siłą, rzadko, ale są chwile kiedy pozwala o sobie zapomnieć, jednak za chwilę znów powraca wypełniając pomieszczenie pięknym aromatem. Ponadto długo utrzymuje się w powietrzu po zakończeniu palenia.

Choć intensywny, niebieski kolor wosku według mnie nie do końca pasuje do charakteru zapachu, doceniam ten element zaskoczenia Wygląd świecy bardzo przypadł mi do gustu. Piękne zdjęcie przedstawiające pastelowe kamienice w stolicy Kuby idealnie łączy się ze wspomnianym wcześniej odcieniem świecy tworząc nieco egzotyczną, przypominającą o wakacyjnej beztrosce mieszankę, która wzbudza we mnie chęć „turystowania”. Jeśli taka świeca dodatkowo przepięknie pachnie, czego chcieć więcej?


Ocena: 10/10
 

 
Tobacco Flower to trzeci zapach z najnowszej kolekcji Havana, którą miałam przyjemność wypróbować.





Nuty zapachowe w Tobacco Flower to:

Nuty głowy: Imbir, anyż 
Nuty serca: Jaśmin, kwiat tytoniowca, liście bambusa 
Baza: Tonkowiec, drewno cedrowe 

Zgodnie z moimi obawami, anyż stanowi zdecydowaną większość aromatu. Z jednej strony nie narzekam, gdyż Star Anise & Orange ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27613890 ) bardzo mi się podobało, i w końcu mogę nabyć lukrecjowe nuty w innej odsłonie, z drugiej jednak wiem, że wiele osób nie lubi tego zapachu, więc licząc na świecę o wyjątkowym, egzotycznym aromacie tytoniowca pojawi się mnóstwo niezadowolonych głosów. Oprócz anyżu, który wraz z drugim silnym akcentem – imbirem, po pewnym czasie palenia mogę wyczuć świeże, zielone nuty bambusa i charakterystyczny, słodki, egzotyczny, bogaty zapach kwiatu tytoniowca, który wyłania się po ponad godzinie palenia i skromnie trzyma się z tyłu. Drzewo cedrowe niestety nie jest zbyt wyczuwalne, co z pewnością ujmuje świecy wiele uroku.

Tobacco Flower nie jest najmocniejszym zapachem, z jakim miałam do czynienia. Nie jest nawet blisko podium. Jest zdecydowanie umiarkowany w intensywności, jedynie przyprawowe nuty (anyż i imbir) wybijają się ponad przeciętną moc. Nie ma jednak problemu z wyczuciem go gdy tylko pomyśli się o tym, że „hej, coś tutaj powinno pachnieć”, jest to więc całkiem akceptowalna moc, nawet dla drewnianonosej mnie

Co do wyglądu świecy, ma oprawę graficzną typową dla wielu kwiatowych zapachów jak np. Pink Hibiscus ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/23978315 ), White Gardenia ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27634518 ) czy Peony ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27083933 ) - zbliżenie na pojedynczy kwiat, ukazując go we wszystkich detalach. Choć jest to częsty zabieg, uważam takie etykiety za urocze, podkreślające prostotę zapachu bez zbędnych nadinterpretacji. Z drugiej strony, tutaj takowa by się przydała, gdyż Tobacco Flower jest daleki od przeciętnej kompozycji z kategorii Floral, mając z kwiatami mało wspólnego. Również ten kolor wosku jest według mnie zbyt jasny do tej intrygującej, bogatej kompozycji. Znacznie lepiej spisałby się tu ciemny turkus obecny w świecy Woodwick – Havana Nights, która zawiera tytoniowiec i jest bardzo podoba w charakterze. Nie zmienia to jednak faktu, że świeca ta jest bardzo udana i godna wypróbowania, chyba, że ktoś stroni od anyżu i jego pochodnych, chociażby lukrecji – wtedy raczej na pewno zapach nie przypadnie nam do gustu.

Ocena: 8/10
 

 
Cuban Mojito to zapach, którego byłam ciekawa najbardziej z całej kolekcji Havana i wiązałam z nim największe nadzieje. Czy spełnił moje oczekiwania?



Ten zapach, jak sama nazwa wskazuje, ma przedstawiać sławnego drinka, mojito, złożonego z limonki, mięty, brązowego cukru i rumu. Jest to jeden z moich ulubionych drinków, przez to jaki jest orzeźwiający, kwaśny i słodki zarazem. Niestety, według mnie ten zapach nie do końca go przypomina. W oryginalnym drinku, w zapachu, rum nie jest wyczuwalny, a ta świeca ma dla mnie zapach głównie gorzki i nieco sztuczny. Nie wyczuwam tu ani słodkości cukru, świeżość mięty i nuty limonki czasem przebijają się spod zapachu godnego jakiegoś znienawidzonego przeze mnie w dzieciństwie lekarstwa. W bazie zapachu znajduje się wanilia, którą również wyczuwam. Jestem bardzo zawiedziona, że zapach, na który tyle czekałam i który taka uwielbiam w oryginale został beznadziejnie odzwierciedlony. Czasem faktycznie lepiej pachnie, gorzkość prawie znika, wciąż jednak jest niesamowicie sztuczny i bezsprzecznie jest daleki od ideału mojito.

Plusem świecy na pewno jest dobra moc. W wersji wosku Cuban Mojito jest długo i z równą intensywnością wyczuwalny. Nie jest to killer, ale z pewnością jest bardzo mocny. To jedyna zaleta, jeśli chodzi o wrażenia zapachowe.

Jeśli chodzi o wrażenia wizualne, z pewnością mogę powiedzieć, że one również zachęciły mnie do kupna tej świecy. Mocny, zielony odcień wosku przypominający kolor skórki limonki świetnie koresponduje z obrazkiem na etykiecie – tytułowym drinkiem przyozdobionym mnóstwem kruszonego lodu, wcześniej wspomnianym cytrusem i listkami świeżej mięty. Wygląda bardzo apetycznie, i gdyby tylko świeca pachniała lepiej, zajmowałaby dumne miejsce w pierwszym rzędzie na półce moich faworytów.

Ocena: 6/10
 

 
Delicious Guava rozpoczyna serię recenzji nowych zapachów, pochodzących z kolekcji Havana.





Gdy rozpakowałam ten wosk i powąchałam go, przestraszylam się nieco, gdyż dla mnie pachniał jak mydło. Postanowiłam jednak nie skreślać go na starcie i wrzuciłam go do kominka. Efekt? Miłość! Delicious Guava to cudowny owocowy zapach. Łączy przepiękną, realistyczną brzoskwinię ze słodkim mango, odrobiną cukru i lekkim orzeźwieniem pochodzącym od cytryny. Nieco perfumowanego zapachu dodaje mu świeży zapach bergamotka, idealnie współpracujący ze słodyczą. Delicious Guava na pewno przypadnie do gustu wszystkim fanom Sunset Breeze ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27242964 ), gdyż zawiera bardzo podobne w charakterze nuty. Przekonałam się też, że fakt, iż tak nie przypadł mi do gustu Mango Peach Salsa ( yannhttp://yankeemaniac.pinger.pl/m/27043147 )nie wynika z tego, że nie lubię ich aromatu, a jedynie, że to nie była zbyt udana próba odtworzenia tych owoców – w pewnym sensie odczułam ulgę!

Co do mocy, cóż, muszę przyznać, że mamy tu prawdziwego killera! Pewnie częściowo jest to spowodowane świeżością wosku, ale wciąż jest to bardzo intensywny zapach. Zaledwie 1/5 wosku wystarczyła, by wypełnić pokój zapachem na dużą część dnia – od 10 do 17 nieprzerwanie go czułam (i delektowałam się tym zapachem jak nigdy!). Jest to również jeden z zapachów które zmieniają swój charakter w czasie palenia – czasem jest to zupełnie słodki zapach, kiedy indziej wyraźnie przebija się owocowy kwasek, czasem na pierwszym planie jest bergamotka – to lubię!

Apetyczny obrazek przedstawiający dojrzałą, przekrojoną guawę w wyrazistych kolorach, w połączeniu z delikatnym , pastelowym, pomarańczowym woskiem tworzą bardzo apetyczną i egzotyczną kompozycję, która mimo prostoty intryguje i świeca aż się prosi by ją powąchać. A zachęcający wygląd to też bardzo ważna cecha, pozwalająca oficjalnie uznać świecę za idealną!

Ocena: 10/10
 

 
Coś się kończy, coś się zaczyna - w kontrze do poprzedniego posta już jutro pierwsza recenzja świec z zupełnie nowej kolekcji Yankee Candle - Havana. Na razie mogę tylko powiedzieć, że na sucho wszystkie pachną bardzo dobrze, mimo tego, że spotykam się z mieszanymi opiniami.

Nuty zapachowe możecie poznać tutaj: http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27688719


 

 
Yankee Candle co sezon wycofuje parę zapachów ze swojej oferty. Głównie te, które słabo się sprzedają lub takie, których sprzedaż niedawno mocno spadła, mimo wcześniejszej popularności. Tym razem na tą listę załapało się naprawdę dużo zapachów - będzie za czym tęsknić!


Do niedostępnego już Lovely Kiku ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27283478 ) z wiosennej kolekcji 2014 dołączy cała jej reszta – Pink Hibiscus ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/23978315 ) i Champaca Blossom (recenzja wkrótce!).




Wycofany zostanie zapach z letniej kolekcji 2014 - Orange Splash. Jego brat, Sweet Apple nie jest produkowany już od zeszłego roku. Na szczęście Black Plum Blossom ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/24422570 ), również pochodzący z tej kolekcji, zostaje!




Zdziwiona jestem faktem wycofania Sea Salt & Sage ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27145233 ), który premierę świętował okrągły rok temu. Mi osobiście bardzo się spodobał, jednak słyszałam wiele przeciwnych opinii, więc rozumiem, że mógł nie sprzedawać się zbyt dobrze. Nie dziwi mnie za to natychmiastowe pozbycie się Olive & Thyme ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27154405 ), który był bardzo, bardzo specyficzny.




Nie będzie można dłużej nabyć także cudownych zapachów z kolekcji Cafe Culture
- Pain au Raisin ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/24043588 )
- Tarte Tatin
- Cappuccino Truffle ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27004813 )

Jestem pewna że wiele osób będzie tęsknić szczególnie za tym pierwszym!



Nielubiany przez wielu Cassis z pierwszej edycji kolekcji Pure Essence wkrótce również zniknie z półek.




Podczas Halloween nie będziemy mogli już delektować się zapachem charakterystycznych amerykańskich słodyczy – Candy Corn ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27197828 ). Ciekawe jaki zapach go zastąpi!




W kolekcjach zimowych zabraknie nam Bundle Up ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27087856 ) i Cosy by the Fire z 2015 roku oraz Candy Cane Lane z 2014 ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26985027 ). Również Cherries on Snow ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27662759 ), który zrobił w tym roku powrót na półki znów odejdzie w niepamięć.






Kolekcja Grand Bazaar straciła kolejnego członka – tym razem Oud Oasis ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27199998 ). Morrocan Argan Oil ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27206186 ) dalej można dostać w regularnej sprzedaży!



Na praktycznie sam koniec zostawiłam najbardziej szokującą dla mnie informację – praktycznie cała kolekcja Out to Africa nie będzie już produkowana... Muszę przyznać, że byłam fanem wszystkich trzech wycofywanych zapachów:
Kilimanjaro Stars ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27136539 )
Serengeti Sunset ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27065470 )
Madagascan Orchid ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26954229 )

Na domiar złego, w sprzedaży zostaje jedyny zapach z tej kolekcji, który nie przypadł mi do gust – Egyptian Musk ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26969551 ). Cóż, jak widać czasem daleko mi od zdania „ogółu”.




Pożegnać musimy się również z trzema zapachami, które Yankee miało w ofercie od bardzo dawna. Są to:
- White Gardenia ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27634518 )
- Pineapple Cilantro ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/26986944 )
- Honey Blossom (recenzja wkrótce!)




Nie ma jednak co panikować - jest jeszcze czas na zaopatrzenie się w świece, bez których nie będziemy mogli żyć!
 

 
Windblown to świeca niedostępna w regularnej sprzedaży, ale weszła jako limitowana na eurpejski rynek ostatniej wiosny, w związku z tym można ją jeszcze gdzieniegdzie dostać. Jednak, czy warto?




Winblown, co można przetłumaczyć jako niesiony przez wiatr, już przez sam tytuł wydaje się zapachem bardzo rześkim. Producent to potwierdza, opisując go jako mieszankę świeżego powietrza z cytrusami i lilią wodną. Gdy ją odpaliłam, poczułam właśnie zapach wiatru. Normalnie nazwałabym to bryzą, ale nie jest to taki wiatr znad morza, nie ma w sobie morskich akcentów, mimo to jest identyczny świeżością. Po dłuższym czasie z zapachu powoli zaczynają wyłaniać się też leciutkie cytrusowe nuty. W połączeniu z lilią, przypomina to płyn uniwersalny do wycierania kurzów i podłóg, ale w dobrym tych słów znaczeniu – nadaje otoczeniu lekkości, sprawia wrażenie dopiero co wywietrzonego i posprzątanego pomieszczenia.

Co do mocy zapachu – jest w porządku, jednak daleko jej do killera. Na początku palenia w ogóle nie mogłam jej wyczuć, po około pół godzinie zaczęłam wyczuwać delikatnie nutki świeżości. W formie wosku długo pachniał, pod koniec niestety przepalał się. W formie świecy stopniowo przybierał na sile, i po kilku godzinach zapach był jak najbardziej zadowalający mocą, nawet dla kogoś z bardzo nieczułym nosem.

Winblown nie tylko pachnie świeżo, ale i wygląda – lekki, brudnobiały kolor wosku świetnie współgra z uroczym obrazkiem kolorowych latawców na tle soczyście błękitnego nieba. Tworzy to kompozycję przypominającą o słonecznym lecie, świetnie nadaje się na przełamanie długich, zimowych wieczorów, tym bardziej, że po kilku miesiącach palenia ciężkich, przyprawowych zapachów powoli zaczynam mieć ochotę na lekkie, rześkie świece.

Ocena: 7/10
 

 
Spadł dziś śnieg. To nic, że już wkrótce zaczyna się maj, a na rynek wchodzi kubańska kolekcja Yankee, którą już dziś chciałam zamówić (poczekam jednak, aż pojawi się w sklepie, z którego zawsze zamawiam). Postanowiłam wpisać się w ten świąteczny klimat i przychodzę dzisiaj z zapachem z niedostępnej w Polsce kolekcji Winter Wonderland, która ukazała się na amerykańskim rynku w zimie 2014 roku. Jest teraz bardzo pożądana i niektóre pochodzące z niej świece można znaleźć na portalach aukcyjnych za ceny kilkukrotnie przekraczające ich pierwotną wartość. W moje ręce wpadł akurat Build a Snowman.


Świeca ta ma za zadanie przypominać mróz, jaki panuje na zewnątrz w zimie i uczucie chłodu towarzyszące nam przy lepieniu bałwana. Yankee chciało to uzyskać za pomocą dodania mięty pieprzowej, co wypadło bardzo podobnie jak w Jack Frost ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27259965 ), może w tej odsłonie jednak trochę bardziej słodki. Jednocześnie, aromat ten został ocieplony przez nuty wanilii, które dodatkowo podkreśliły słodycz i dodały świecy bardziej nieoczywistego charakteru. Jest on bardzo przyjemny, świeżość i słodkości przeplatają się w idealnych proporcjach, tworząc intrygującą mieszankę.

Moc zapachu jest bardzo dobra. Zarówno mięta jak i wanilia to silne nuty, więc ta świeca również do takich należy. Dwa razy miałam też przyjemność testować sampler i muszę powiedzieć, że jednego nie czułam w ogóle, a drugi miał zadowalającą moc. Śmiem twierdzić, że zależy to od dobrych warunków przechowywania, których ten pierwszy nie doświadczył. Siła zapachu drugiego sugeruje, że Build a Snowman przy pomyślnych wiatrach mógłby zostać killerem, gdyż sampler to chyba najsłabszy w mocy format dostępny u Yankee (poza tealightami oczywiście).

Etykieta Build a Snowman przedstawia dzieci beztrosko budujące bałwana. Może nie jest to najbardziej malowniczy obrazek na świecy, ale z pewnością ma klimat i przywołuje cudowne wspomnienia z dzieciństwa. Jest to fantastyczny prezent pod choinkę, nawet dla kogoś, kto nie będzie sobie zdawał sprawy z ceny i trudnym dostępie do tej świecy... To po prostu bardzo rozkoszna, śnieżnobiała świeca budząca wspaniałe, dziecięce wspomnienia!

Ocena: 8/10
 

 
Berry Jam jest świecą pochodzącą z jesiennej kolekcji limitowanych amerykańskich zapachów. Tak jak ani Ginger Spice Cookie, ani White Chocolate Apples nie przemówiły do mnie nawet po powąchaniu, tak Berry Jam byłam bardzo ciekawa, a gdy miałam okazję poznać jego zapach wiedziałam już, że musi być mój.




Berry Jam to zapach mieszanki owoców - rozmaitych czerwonych „berries”, granatu, czarnej porzeczki i brzoskwini, urozmaicony odrobiną waniliowego aromatu. Ja jednak nie bardzo tą wanilię wyczuwam. Jest to orzeźwiający, bogaty zapach. Słodycz nie przeważa tak, jak w sklepowym dżemie, bliżej mu do zdrowego, nieprzesłodzonego, domowego wyrobu. Przeważają tam owoce, z pewnością wyczuwam mnóstwo malin, jeżyn, truskawek i jagód, kwasek porzeczek, delikatną słodycz i świeżość pochodzącą zapewne od brzoskwini i granatu.

Moc świecy jest raczej przeciętna. Jest również bardzo zmienna! Czasem ciężko mi ją wyczuć, innym razem z każdym wdechem wyraźnie czuję jej cudowny aromat. Jednak przez większość czasu jest wyczuwalna „jako-tako”. Mam też problemy z dopalaniem jej do ścianek, często muszę wspomagać się folią aluminiowa, gdyż sama illuma nie pomaga.

Co do wyglądu świecy, krwistoczerwony wosk bardzo mi się podoba, od razu zaostrza mój apetyt na owoce! Podobnie etykieta, która przedstawia dżem otoczony tym z czego został zrobiony – maliny, jeżyny, czerwone porzeczki... Nie wiem co mogę więcej napisać – ta świeca znajduje się na podium moich ulubionych, świeżych, owocowych zapachów!

Ocena: 10/10
 

 
Luscious Plum można było dostać tej zimy, jako świecę z edycji limitowanej. Na początku nie czułam się nią jakoś szczególnie zaintrygowana, jednak z czasem, gdy w internecie pojawiały się kolejne pozytywne opinie chęć zdobycia jej była coraz większa, aż w końcu kliknęłam w magiczny koszyczek!



Luscious Plum okazało się niesamowicie przyjemną świecą. Jest bardzo podobna do Black Plum Blossom ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/24422570 ) jednak wydaje mi się mniej słodka, ale zarazem mniej kwiatowa, wiosenna. Mimo to jest bardziej wyrazista, śliwka jest bardziej kwaśna, oprócz tego jestem przekonana, że w zapachu znajdują się maliny, wiśnie i podobne im, lekko kwaskowate owoce. Zimowego charakteru tej kompozycji nadają perfumowe dodatki – nasiona tonkowca, piżmo, wanilia, cukier, ambra – sama zdziwiłam się jak wiele jest tu składników! Producent mówi też o kwiatowych dodatkach, ja jednak nie czuję tu ani jednego płatka! Anyż, który też według opisu jest obecny, może majaczy gdzieś w tyle nadając świątecznego charakteru, ale na pewno nie jest bezpośrednio wyczuwalny jak np. w Star Anise & Orange ( http://yankeemaniac.pinger.pl/m/27613890 ).

Moc Luscious Plum jest dobra. Daleko jej do killera, jednak już po kilkunastu minutach palenia zaczyna być wyczuwalna i towarzyszy miłą, pachnącą mgiełką aż do zgaszenia świecy. Po tym zapach szybko się ulatnia.

Świeca ma bardzo ładny kolor wosku. Niekoniecznie przypomina mi on śliwkę, ale idealnie komponuje się ze świątecznym nastrojem etykiety, gdzie widzimy oprószone cukrem tytułowe owoce przyozdobione gałązkami choinki. W tle majaczą światełka, które przywodzą mi na myśl świeczki lub światełka choinkowe. Jedno jest pewne – etykieta sprawia, że ten zapach bezsprzecznie należy do zimowej kolekcji, choć oczywiście bogaty, słodki zapach również się do tego przyczynia! Mimo to, każdemu kto jeszcze nie jest w posiadaniu zapachu radzę czym prędzej uzupełnić braki, gdyż uważam go za wyjątkowo udany i warty spróbowania. Nie wyobrażam sobie, by mógł się komuś nie spodobać!

Ocena: 10/10